niedziela, 20 czerwca 2010

Towarzysz Marcin WOLSKI

Paradoksalnie proszę szanownego państwa, poprzez gadanie w stylu „a co mi tam panie cała ta polityka” zarówno dajemy wyraz swoistej polityce i w zależności od naszej indywidualnej polityki albo pamiętamy o dzisiejszych wyborach na prezydenta RP albo pamiętamy żeby nie pamiętać.

Niejdenemu się państwu przy okazji tych i podobnych wyborów wydać może, że to one same w jakimś stopniu decyduje co ma być i co będzie, jednak zupełnie gdzie indziej, mimo iż ledwo dostrzegalnie, prawdziwie one decyduje te dziwne państwo.

Byłoby dobrym może tematem dla socjologów się dyscypliną międzynarodową trudniącym tę sprawę zbadać czy to tylko polska prawidłowość czy bardziej powszechna może.

A o co się mnie głównie i mniej więcej rozchodzi, wyświetlę państwu na trzech przykładach.

W pięknej bazylice Ojców Franciszkanów w Panewniku, na mszy porannej nieniedzielnej o godzinie 6:45 gdyby tak kto przyjrzał się frekwencji niewyborczej w rozbiciu na płcie uczestników, stwierdzić by musiał co najmniej trzykrotną dominację kobiet.

Podobnie jest kiedy śpiewamy w piękne uroczystości: giną gdzieś tenorybarytony na przemożną rzecz wyższych rejestrów, a jak klęknąć przyjdzie po Baranku Boży, coraz częściej słyszymy „Panie, nie jestem godna” – tłumaczy mi córka moja Marysia znaczenie tego faktu, otóż podobno faceci są coraz bardziej godni.

Kiedy rano jadę do biura, a szlak wiedzie przez skrzyżowanie ze światłami obok Szpitala Kolejowego na którym zwykle stoję, mimo woli patrzę na samochody wjeżdżające w ulicę Medyków, a skoro patrzę, widzę kierowców, że około jedna trzecia z nich to kobiety, w tym rozwożące dzieci do szkół.

Na popisie muzycznym pianistycznym w Miejskim Domu Kultury Katowice filia Ligota wczoraj będąc, druzgocąca mię jakaś refleksja naszła kiedy ku lekkiemu zaniepokojeniu stwierdziłem taką oto liczbę kursantów: kobiet siedem, mężczyzn jeden.

Nie widzę kobiet jak łażą z puszką piwa w ręku i przewracają kosze na śmieci czy niszczą ławki... widzę je tam gdzie jest świadomość, rozum i wyzwanie.

Nie konkluduję, nie biję na alarm, nie jestem męskim szowinistą, ale przypomina mi się słuchowisko MATRIARCHAT, które zdajesię natchło rezysera Seksmisji.

Gdzie nasz intelekt panowie, gdzie nasz wybór?

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Komentarz do bliskich wydarzeń

Na najbliższy łykend zaplanowało dwa wydarzenia.

W wielu kościołach Polski mądre umysły modlą się w intencji dobrych wyborów prezydenckich, a z drugiej strony, co z naszymi umysłami wyczynia telewizor, mogliśmy wczoraj wieczorową porą przekonać siebie oglądając tak zwaną debatę prezydencką i żeby nie zanudzać, takie tylko przedstawię uwagi:

Niekoniecznie życzyłbym sobie by do studia zapraszać człowieka zmieszanego w przeszłość kryminalną czy posądzanego o przynależność do masonerii, natomiast chętnie wysłuchałbym wypowiedzi zarówno chrześcijanina jak i liberała, obu wszak równoprawnie kandydujących, ale tych dwoje dziwnie telewizor nie zaprosił.

Nikt spośród w telewizorze występujących się ubiegających nie wykazał ani charakteru ani ikry, a z jednobrzmiącego bełkotu wydobywającego się naprzemiennie z ich ust odniosłem wrażenie, że siedzą przede mną cztery karły moralne.

Czyliwięc już państwo wie, że żadnemu z wyżej wymienionych nie udzielę mojego cennego głosu.

Drugie wydarzenie nadchodzącego łykendu to kolejny, nie wiedzieć który już, festiwal piosenki ekologicznej EKO-SONG, jaki ma się odbyć na panewnickiej kalwarii.

Bacznie słuchając wczoraj ogłoszeń na mszy zastanawiałem się co znaczy w ogólności piosenka ekologiczna i chyba już wiem: to taka która gdy tylko przebrzmi, zamienia się w kompost, swoistą biomasę i szkoda mi tylko że w zgodzie z panującym tryndem, co roku grają głośniej, przez co dotkliwie ucierpi gnieżdżące się na kalwarii ptactwo jak też mieszkańcy pobliskiego osiedla Zagrody.

Jakkolwiek z ogłoszeń wyłowiłem zdajesię nie lada atrakcję: oto bowiem w ramach festiwalu przewiduje się ekologiczny pokaz mody. Już wyobrażam sobie młode zgrabne laski śmigające po wybiegu w strojach ekologicznych.

A jakie mogą być stroje ekologiczne państwo udając że nie wie się zapyta, więc wyjaśniam, że musowo wykonane z octanu celulozy, a kto dalej nie ma pojęcia o czym się tu mówi, wołami powiadam, że modelki odziane będą w... celofan.

Nie żebym namawiał do niepójścia do wyborów, jakkolwiek zapraszam na Eko-Song do Panewnika – będzie na co popatrzeć.

piątek, 11 czerwca 2010

Trudna sprawa

Tak jak po śmierci towarzysza Leonida Breżniewa powiedzieliśmy sobie, czas najwyższy, tak też
kochani moi, już czas najwyższy cóś tam zablogować i doprawdy głęboko w nosie mam to, że mi jeden z drugim zarzuci politykowanie.
Wszak ta natrętna polityka bije w moje zmysły na każdym kroku, stąd niniejszym biuletynem zostanie ona pohańbiona.
Tak więc co mię natchło, że oto jadę sobie wczoraj w niedalekiej delegacji, wpierw przez moje
duże miasto, a w nim na co którymś afiszu wali w moje oczy duży plakat z panem upudrowanym
Kaczyńskim i powiada do mnie: DLATEGO, BO.
Powracałem z delegacji natentomiast mniejszym miastem jednym i drugim i w obu tych miasteczkach plakatów dużych nie widziałem, ale na co trzecim średnio słupie-maszcie latarniannym mówił do mnie z plakatu formatu może A3, pan odsiwiony Komorowski, a mówił mniej więcej tak: JA JESTEM ZAINTERESOWANY W DALSZYM PROCEDOWANIU W OPARCIU O REGULACJE.
Tymcasem wpadły mnie w ręce dwa ulotki: jeden z serwisu narciarskiego, drugi od producenta
termometrów zaokiennych pochodzący. Ponieważ autorzy tekstów prosili mnie o zachowanie
anonimowości, obciąłem tylko stopki z koordynatami; treść pozostała jest niezmieniona.
Panie Kaczyński i panie Komorowski, jeżeli będziecie się posługiwali polszczyzną na takim
poziomie jak ci dwaj skromni ludzie prowadzący małą działalność gospodarczą, być może zrozumiem o co wam mniej więcej chodzi i zagłosuję na któregoś z was.
Pyrsk ludkowie!