Może kto pamięta, że był X lat temu jakiś western pod tym tytułem.
Nie o szeryfie się tu będzie mówiło lecz o proboszczu naszym panewnickim.
Dobry ten człowiek przeszło rok nawoływał by nie karmić gołębi.
Że zakon żebraczy i przejadać się nie powinni, a choćby i gołębie, to raz.
Nie zna wszakże kto przypuszczam specyfiki naszego kościoła.
Potężna bazylika wraz ze skrzydłem seminarium mieści w sobie wielu ojców wielebnych, a ci jak na Wielkanoc zaczną spowiadać, to niech mnie drzwi, ale pół Katowic oczyszczą.
Inną razą, i o to się akurat rozchodzi, przyjdzie sobota poza wielki postem, oni od rana do wieczora ślubów udzielać zaczną, od niejakiego czasu konkordatowych. Ślubują tak co tydzień.
Para za parą, jedna za drugą, a z parami biesiadnicy z obu zwaśnionych rodów, zachodzą do bazyliki i ciekawość choroba, że w dobie komputeryzacji, globalizacji, antykoncepcji i wszelkiej innej zarazy, weselnicy na szamańskie zaklęcie guślanej płodności, obsypują parę młodą garściami ryżu, który stanowi prawdziwy żer i żertwę dla gołębi zarazem.
Ojcowie nasi wydają miejscowy kwartalnik pod tytułem Głos Świętego Ludwika, w którego ostatnim numerze można wyczytać ile to trzeba wydać pieniążków na oczyszczenie frontonu bazyliki i posągów z gołębiej gówienności.
Ledwie się artykuł ukazał, gawiedź już juści co to będzie, a obstawia dwoiście
co proboszcz zrobi.
Że zbierze pieniądze i oczyści elewację to tak, ale co dalej?
Lud durny, zaparty a niusłuchliwy dalej będzie ryż sypał, to pewne, bo proboszcz do weselników strzelał raczej nie będzie.
Czyli co, oczyści i nic?
A może on, za przykładem burmistrza Zamościa, wszelkie występy a gzymsy kościelne każe obłożyć kolczatką, a posągi zasiatkuje?
Może i oby jaki złośliwie się nudzący emeryt nie wystosował pozwu z paragrafu o niewspieranie zwierząt.
Ja tam w każdym razie popieram naszego szeryfa.
czwartek, 7 października 2010
niedziela, 3 października 2010
Darz bór!
Czy mówiłem już, że kocham się w umiłowaniu tradycji?
Tak, lubieżnie zamyślam się nad pięknem staropolskiego języka, łapię jego podobieństwa, oboczności czy żywe resztki i pragnąłbym by co nieco z dawnego piękna zostało na zaś.
W tym momencie nie będę pohańbiał jakiejś tam naukawej komisji epidiaskopu RP do spraw uwspółcześniania tekstów niezmiennie od pokoleń śpiewanych pięknych pieśni, w duchu zgody dyrektyw unii erłopejskiej o zachowaniu poprawności politycznej i czy po prostu z chęci wprowadzania nie wiedzieć po co pseudo postympu by zamienić jakże wymowne hasło JEDNYM KOŁEM na nic nie mówiące PIĘKNYM KOŁEM.
Nie będę pohańbiał powiadam, ale wszelkie moje organa wewnętrzne wywracają mi się na tę komisję.
Koniec dygresji.
Kto dziś pytam ja kogo, użyje przysłowia Bez pracy nie ma kołaczy?
Kto w ogólności na jakiekolwiek ciasto powie kołacz?
Jeśliby się wszakże taki dociekliwy gdzie znalazł, niech przyjedzie na świętą ziemię Śląską, pójdzie rano na malutki markit w Chorzowie Batorym i posłucha jak starka waje do dzoiuszki za ladą: - - Dejcie mi ino taki sroższy koncek tego kołocza.
Mam szanowanego klienta, z którym kontaktuję się parę razy w roku, a dialog nasz wygląda mniej więcej tak:
- Zdravim pane Rojiczek, jak se darzi?
- O, JeżiszeMarijko, da se to rzic.
A co mię tak na ten temat natchło to to, że dziś w Panewniku na wejście na mszę, Pinkawa zapodał pieśń Bóg jest miłością, zbawieniem darzy...
I czy ma kto dziś jeszcze pojęcie jaki ptak jest pinkawa że zięba?
I dlatego na przekór ja całemu państwu czytelniczemu przaję: niech się wam darzy!
Tak, lubieżnie zamyślam się nad pięknem staropolskiego języka, łapię jego podobieństwa, oboczności czy żywe resztki i pragnąłbym by co nieco z dawnego piękna zostało na zaś.
W tym momencie nie będę pohańbiał jakiejś tam naukawej komisji epidiaskopu RP do spraw uwspółcześniania tekstów niezmiennie od pokoleń śpiewanych pięknych pieśni, w duchu zgody dyrektyw unii erłopejskiej o zachowaniu poprawności politycznej i czy po prostu z chęci wprowadzania nie wiedzieć po co pseudo postympu by zamienić jakże wymowne hasło JEDNYM KOŁEM na nic nie mówiące PIĘKNYM KOŁEM.
Nie będę pohańbiał powiadam, ale wszelkie moje organa wewnętrzne wywracają mi się na tę komisję.
Koniec dygresji.
Kto dziś pytam ja kogo, użyje przysłowia Bez pracy nie ma kołaczy?
Kto w ogólności na jakiekolwiek ciasto powie kołacz?
Jeśliby się wszakże taki dociekliwy gdzie znalazł, niech przyjedzie na świętą ziemię Śląską, pójdzie rano na malutki markit w Chorzowie Batorym i posłucha jak starka waje do dzoiuszki za ladą: - - Dejcie mi ino taki sroższy koncek tego kołocza.
Mam szanowanego klienta, z którym kontaktuję się parę razy w roku, a dialog nasz wygląda mniej więcej tak:
- Zdravim pane Rojiczek, jak se darzi?
- O, JeżiszeMarijko, da se to rzic.
A co mię tak na ten temat natchło to to, że dziś w Panewniku na wejście na mszę, Pinkawa zapodał pieśń Bóg jest miłością, zbawieniem darzy...
I czy ma kto dziś jeszcze pojęcie jaki ptak jest pinkawa że zięba?
I dlatego na przekór ja całemu państwu czytelniczemu przaję: niech się wam darzy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)