niedziela, 3 października 2010

Darz bór!

Czy mówiłem już, że kocham się w umiłowaniu tradycji?
Tak, lubieżnie zamyślam się nad pięknem staropolskiego języka, łapię jego podobieństwa, oboczności czy żywe resztki i pragnąłbym by co nieco z dawnego piękna zostało na zaś.
W tym momencie nie będę pohańbiał jakiejś tam naukawej komisji epidiaskopu RP do spraw uwspółcześniania tekstów niezmiennie od pokoleń śpiewanych pięknych pieśni, w duchu zgody dyrektyw unii erłopejskiej o zachowaniu poprawności politycznej i czy po prostu z chęci wprowadzania nie wiedzieć po co pseudo postympu by zamienić jakże wymowne hasło JEDNYM KOŁEM na nic nie mówiące PIĘKNYM KOŁEM.
Nie będę pohańbiał powiadam, ale wszelkie moje organa wewnętrzne wywracają mi się na tę komisję.
Koniec dygresji.

Kto dziś pytam ja kogo, użyje przysłowia Bez pracy nie ma kołaczy?
Kto w ogólności na jakiekolwiek ciasto powie kołacz?
Jeśliby się wszakże taki dociekliwy gdzie znalazł, niech przyjedzie na świętą ziemię Śląską, pójdzie rano na malutki markit w Chorzowie Batorym i posłucha jak starka waje do dzoiuszki za ladą: - - Dejcie mi ino taki sroższy koncek tego kołocza.

Mam szanowanego klienta, z którym kontaktuję się parę razy w roku, a dialog nasz wygląda mniej więcej tak:
- Zdravim pane Rojiczek, jak se darzi?
- O, JeżiszeMarijko, da se to rzic.

A co mię tak na ten temat natchło to to, że dziś w Panewniku na wejście na mszę, Pinkawa zapodał pieśń Bóg jest miłością, zbawieniem darzy...
I czy ma kto dziś jeszcze pojęcie jaki ptak jest pinkawa że zięba?

I dlatego na przekór ja całemu państwu czytelniczemu przaję: niech się wam darzy!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ano!
Jo