środa, 4 lutego 2009

Dla spostrzegawczych

Był rok 1987.
Jak co roku w LISTOPADZIE, ambasada Związku Radzieckiego w Islamabadzie wydała przyjęcie dla przedstawicieli placówek dyplomatycznych krajów Współnoty Sockomunistycznej jak też tych państw, których należało, z okazji święta rewolucji PAŹDZIERNIKOWEJ.
Towarzysze radzieccy, o bliskim nam przecież rodowodzie, spośród przebywających w pobliżu Słowian zaprosili także będących niekoniecznie dyplomatami lecz zarówno wysłanymi przez państwowy monopol handlu zagranicznego – wszelakie CeHaZety.
Przyszedł więc na uroczysty bankiet młody delegat powiedzmy centrali Półserwis.
Tymcasem od paru lat w imperium radzieckim następowały zmiany.
Umarł wieloletni sekretarz generalny z przestrzelonym podniebieniem, odszedł szef KGB – Andropow, jak i Czernienko.
Nastał długo oczekiwany, ucywilizowany Gorbi.
O ile Jaruzel chciał subtelnie przeobrazić Polskę, gwałtem wprowadzając stan wojenny, o tyle Gorbi podjął śmiałe działania biurokratyczne zmierzające do radykalnej przebudowy państwa, (po rusku pieriestrojka).
Jednym z doniosłych aktów prawnych pieriestrojki było wprowadzenie jednolitego i powszechnego zakazu palenia tytoniu w urzędach, biurach, miejscach pracy i wszystkich miejscach publicznych.
Nie mówmy o Niemcach czy innych karnych z natury nacjach, lecz nawet Rosjanie, chcąc nie chcąc, posłusznie zastosowali się do wytycznych dokumentu wagi państwowej. Polacy naturalnie mają wszystkie przepisy w wielkim poważaniu.
Nic zatem dziwnego, że młodzieniec Półserwis nonszalancko wyjął papierosa na wzmiankowanym bankiecie w ambasadzie radzieckiej, poczym ostentacyjnie jął go zapalać.
Po chwili podszedł do młodzieńca starszy mężczyzna, Rosjanin i powiada mu per ty (zupełnie jak w USA):
(Nie mamy dziś jerów, nie mamy miękkichtwardych znaków, jednak zapodam dialog w wersji fonetycznej.)
- Izwini tawariszcz, zdjes nielzja kurit.
- A pacziemu nielzja?
- Patamu szto nie nada.
- Tiebia możiet byt i nie nada, a mienia nada.
- A, to intieresna, a kakaja raznica mieżdu taboj a mnoj, a?
- A takaja, szto ty niekuriaszczij, a ja kuriaszczij.
Nazajutrz rano miejscowy ambasador PRL otrzymał notę z MSZtu w Warszawie, piętnującą nieobyczajny incydent jaki miał miejsce na terenie obcej placówki dyplomatycznej, czego niedopuszczalnym przejawem była obraza ambasadora ZSRR przez przedstawiciela polskiej centrali handlu zagranicznego.
Żeby oddać sprawiedliwość, należy się dopowiedzieć, iż akurat ambasador ruski, który to był właśnie podszedł do młokosa z Półserwisu, bynajmniej nie był obrażalski, tylko uśmiechnął się do palącego i poprosił go o wyjście do ogrodu na czas składania ofiary niszczącemu go nałogowi.
Na kanwie powyższej opowieści przedstawiam dwa zdjęcia: niby te same, a jednak nie. I teraz ja, jak ten ruski ambasador, zapytam:
Kakaja raznica mieżdu etimi kartinkami, a?
Dla wyeliminowania pokusy taniego cwaniactwa, usunąłem dane EXIF.
Uczyć bawiąc i bawić ucząc – w szkole tego nie znajdziecie, tylko u mnie.
Tymcasem!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

różnice, o dziwo, jakieś widzę ale się na tym nie znam.
Pacz pan, panie, siedziałem w tych dziwnych krajach, a pies z kulawą noga się mną nie zainteresował i nigdzie nie zapraszał - nawet własna ambasada. Co je? Gdzie składać?
Jo