poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Nowe czasy

Jest taka stara wiejska zagadka: Jaki był pierwszy pług?
Ludzie im bardziej wykształceni, a oczytani tym bardziej nie potrafią odpowiedzieć, gdy tymczasem odpowiedź jest śmiesznie prosta: pierwszy pług był NOWY.

Cóż to zatem za nowe czasy niby idą?
Ano idą idą (co więcej, one już są) i zaraz się o tym będzie mówiło.

Cały schyłek ubiegłego wieku charakteryzowałem troiście, a obrazowo poprzez:
- telewizor,
- samochody,
- plastikowe torby na zakupy.

Czasy dzisiejsze określę jednym hasłem: zeświecczenie.
Nie ma miejsca na Boga w naszym życiu ani służbowym ani prywatnym.
Bezduszne są już nie tylko banki i urzędy, ale coraz więcej firm, zupełnie jak gdyby tam wszędzie pracowały maszyny, automaty jakieś, nie ludzie.
Co zatem ludzie?
Ludzie muszą dostać nowe bóstwo, bożyszcze, którym wypełnią swoje życie, któremu będą składać hołd i gorąco je wyznawać, jako że natura ludzka jest ręką Bożą od pradziejów uczyniona jako religijna.
Nowa religia, nowa wiara, nowe bóstwo to przede wszystkim być wciąż młodym, pięknym i bogatym. Każdy wręcz MUSI być młody, piękny i bogaty.
Są kosmetyki, operacje plastyczne, kredyty w banku za to nie ma chorób, nieszczęść, starości. Ba, nie ma nawet, a może przede wszystkim śmierci.
Nie ma?
Ładnych parę lat temu jednorazowy i w rezultacie niedoszły klient węgierski powiedział mi: słuchaj, jeżeli kogoś nie ma w internecie, to znaczy, że go nie ma.

Otwarłem sobie internet. Moją stroną startową w wyszukiwarce, jak u wielu ludzi na całym świecie, są czy też jest, Google. Otwieram i miast napisu firmowego wyobrażają mi się dziwne kolorowe kropki i kreski. Ki czort, myślę sobie, czy to jaki analfabet Braille,a czy jak? Najeżdżam myszą, a tu pojawia się łapka, z której rozwija się chmurka powiadamiająca mnie, że dziś jest rocznica urodzin pana Samuela Morsa.
Przeżywałem i cierpiałem bzdurne anonse na Googlach typu dzień ziemi, święto konia, rocznica wypuszczenia pierwszego bączka w towarzystwie… Czekałem czy pojawi się choćby mały obrazek na Wielkanoc, nasze największe święto. Nie pojawił się. Żadne okolicznościowe obrazki czy wzmianki nie pojawiały się, o ile pamiętam, czy to z racji świąt żydowskich czy muzułmańskich. Prędko, jako że jestem, jak wiadomo, wyznawcą teorii spiskowej dziejów, która przecież działa tak samo obiektywnie jak prawa fizyki, postanowiłem sprawdzić jaki jest układ sił na planecie Ziemia. Nie, bynajmniej nie jakiś Armagedon, ale po to, aby mieć pojęcie o wyobrażeniu.
Jeśliby zatem ktoś, zalany natłokiem informacji o kosmetykach, kredytach, wczasach na południowych wyspach czy może informacji o wojnach, klęskach, stopach procentowych, nie miał rozeznania kaj my to som, wyjaśniam jak przedstawiają się dziś stany osobowe przynależności mieszkańców naszej planety do konkretnych grup religijnych, zakładając całkowite zaludnienie w liczbie 6,4mld dusz:
1/ Chrześcijanie: 2,1mld = 33%,
2/ Mahometanie: 1,5mld = 21%,
3/ Świeccy materialiści: 1,1mld = 16%,
4/ Hinduiści: 900mln = 14%,

Judaiści: 14mln = 0,02%.

Ponieważ ostatnio miałem poważne kłopoty z odgadnięciem prostego rebusu otrzymanego od bratniej duszy, wyjaśniam powyższy wykaz dla tych, którzy nie rozumieją procentów.
Wyznawców religii świecko-materialistycznej (to ci, którzy modlą się do kosmetyków, samochodów, procentów bankowych…) jest na naszej mniej niż ćwierć wszystkich ludzi. (Swoją drogą ich udział stale rośnie.)
Jakim zatem prawem ta grupa ludzi tak nachalnie narzuca nam swój światopogląd i styl życia? Prawem takim najprawdopodobniej, że nie napotyka znaczącego oporu ze strony wyznawców pozostałych religii.

Oj tęskno niejednemu do starych czasów kiedy wszystko miało ręce i nogi.
Ludzie dojrzewali, pobierali się, mieli dzieci, żyli i umierali w rodzinie.
Co się dziś porobiło?
Kiedym niedawno zapoznał jedną duszę, a pech chciał, że była to atrakcyjna kobieta, kiedy pisałem do niej list (elektroniczny oczywiście), syn mój rodzony oznajmił w głos tak, by słyszeli wszyscy „ Matka, ojciec ma nową narzeczoną”.
Po mniej więcej tygodniu od tego epizodu nastała wczorajsza niedziela. Po powrocie z porannej mszy św, Zosia pobiegła piętro wyżej, na „najlepszą w świecie jajecznicę”, którą potrafi usmażyć tylko dziadek Stasiek, Marysia czymś się na chwilę zajęła, Grześ poszedł jak zwykle do bazyliki na 9:30 i nieoczekiwanie śniadanie zaczęliśmy spożywać sami we dwójkę z małżonką. Powiada nagle ta mądra i kochana kobieta, wracając do sprawy, o której prawie już zapomniałem: Nie dziw się Grzesiowi, że tak wtedy wypalił z tą narzeczoną, ale od czasów szkoły średniej do teraz, poza dwoma przypadkami, wszyscy jego koledzy pochodzą z rozbitych rodzin! Koniec cytatu.

Kiedyś człowiek miał czas na pracę, a po niej przychodził czas dla rodziny i na wypoczynek.
Dziś świeccy materialiści ukradli czas i to w dużej mierze przez zgodę na zainstalowanie w naszych domach telewizora, a teraz także internetu. Nie ma dawnego wysiadywania wieczorami przed domem, nie ma rozhoworów z sąsiadami ani ludzkich odwiedzin, nie ma wspólnych zabaw rodzinnych. Jest za to czasem jeszcze rodzinne, oglądanie telewizora i coraz częstsze, samotne, surfowanie po internecie.

Przeszkodę jakąś miał Grześ i jego koledzy w minione sobote (u nas były to porządki domowe), że nie mogli się spotkać w knajpie przy piwie. Skoro nie wypalił plan A, a każdy znich miał przecież pragniączkę, szybko wpadli więc na pomysł jak zrealizowac plan B: to każdy z nich odpalił internet i siadł na Gadu-gadu popijając piwko. Każdy zrobił sobie zdjęcie nad puszką piwa i wpuścił je w sieć. Jeden z kolegów scalił te pięć zdjęć czy sześć, czy pięć, w całość i rozesłał do pozostałych uczestników.
Proszę państwa, to na naszych oczach rodzi się wirtualna biesiada.

Czy trzeba więcej dowodów na to, że to nie nowe czasy?

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

a ja wręcz przeciwnie - jeszcze nigdy nie odczuwałem takiego natężenia religianctwa na każdym kroku. Strasznie mi wszędzie się za i przeciw narzucają - aż strach otworzyć lodówkę...