Na majowy pierwszy piątek zaplanowaliśmy sobie małą wycieczkę. W celu usprawnienia porządku wyjątkowo nie poszliśmy do kościółka nogami, lecz podjechaliśmy autobusem. Kiedyśmy wrócili pod dom, zapytała mnie moja kochana żoneczka czemu nie wjadę do ogródka, przecież byłoby bezpieczniej. Na tę chwilę co zjemy śniadanie i spakujemy się, nie warto manewrować, skwitowałem.
Po śniadaniu zasadniczym, zgodnie ze świętym porządkiem dnia wolnego od pracy, wypiliśmy w dużym pokoju rytualną kawęherbatę, poczym ja odpaliłem laptoka aby wpuścić w bloga zalegle zdjęcia, a małżonka moja powróciła do kuchni, by przygotować śniadanie drugie, na drogę.
Po niedługiej chwili dał się słyszeć dźwięczny głos Małgosi, pytającej który to zderzak mam do wymiany, bo jeżeli tylny, to właśnie sąsiadka mi w nim siedzi.
W laciach będąc wyrwałem z chałupy i lecę za sąsiadką, a w biegu Małgosia opowiada mi jak to coś mocno dupnęło i autobus się zatrząsł… sąsiadka wysiadła ze swojej „Alfy”, popatrzyła co zrobiła i wsiadła z powrotem.
Jestem już za bramą, macham, krzyczę, próbuję ją zatrzymać. Bezskutecznie – sąsiadka zerknęła tylko i odjechała.
Moje zdziwione zaskoczenie i zdenerwowanie trwało dobre pięć minut. Nie mogłem sobie tej sytuacji wytłumaczyć. Kiedy nieco ochłonąłem, zebrałem myśli. To nie mój samochód, tylko służbowy, pomyślałem, więc jeżeli tak zostawię sprawę, a przyjdzie mi kupić stłuczoną lampę czy robić coś ze zderzakiem, muszę wykluczyć zarówno możliwe przypuszczenia jak też konsekwencje finansowe takich działań. Nie mogę czekać aż sąsiadka wróci, bo mam ogólne rozeznanie w poziomie kultury tych ludzi – wykpi się ze wszystkiego. Jedyną podstawą do dalszego postępowania jest protokół policyjny, zdecydowałem.
Dzwonię na komisariat i relacjonuję co zaszło. Zaraz ktoś tam przyjedzie, oznajmił w słuchawce urzędowy głos.
Wiadomo było, że wyjazd na wycieczkę opóźni siebie, a do tego jeszcze z każdą chwilą robiłem się bardziej nerwowy. Dokuczało mi też sumienie w związku z zawezwaniem organów ścigania, ale cóż było robić. Spryskiwałem wodą pigwowce i kiedy minęło pół godziny i nic, a później, kiedy minęło 45 minut i dalej nic, chciałem ponownie zadzwonić na komisariat czy ktoś tam aby nie zasłabł i nie potrzebuje pomocy. Ślubna aspakajała mnie jak mogła i prosiła bym czekał.
Wyszedłem przed dom, chodzę tam i nazad, wyglądam czy nie jadą.
Po około godzinie od wezwania pojawił się radiowóz mknący naszą ulicą,
ale „kierujący” tym pojazdem przeszedł dalej. Pomyślałem sobie, ależ znają topografię swojej dzielnicy. Postanowiłem czekać aż będą wracali. Po paru minutach srebrna KIA Ceed z granatowym pasem jechała z powrotem, ale widzę, że nagle zaczęła skręcać w poprzeczną ulicę. Podbiegłem i kiwam na nich. Ten obok co siedział jako pasażer, zrozumiał język gestów i przekazał właściwy sygnał temu za kierownicą, bo widzę, że podjeżdżają.
Pokazuję im gdzie stanąć, lecz to oni są władzą, więc stają tam gdzie oni chcą, przez co rozjeżdżają ślady bieżnika opon „Alfy” kończące się tuż przy moim autobusie.
Popatrzyli po sobie, wychodzą, salutują i pytają:
- A z sąsiadką to pan pewnie żyje jak pies z kotem co? Bo jak pan teraz zgłosi tę sprawę, to dopiero będzie wojna.
- Nie, proszę pana, sąsiadka jest mi obojętna i nie wzywałbym was gdyby to był mój samochód, a nie służbowy i gdyby ona nie uciekła.
Wysłuchali co mam do powiedzenia, wysłuchali małżonki co słyszała i widziała.
Stale upierali się przy dwóch sprawach:
- czy na pewno w „Alfie” siedziała sama tylko kierująca,
- no niestety, ale to nie jest droga publiczna.
Rzecz jasna, jako zamięszany w kradzież roweru, musiałem okazać wszelkie dokumenty tożsamości moje, samochodu, ubezpieczenia i co ino.
Po chwili jeden z mundurowych odszukał i sprowadził na dół konkubenta sąsiadki, a drugi odczytał mi co zapisał w oparciu o moje informacje, dał mi podpisać i powiada:
- Proszę pana, to nie jest droga publiczna, a w samochodzie, który uderzył w pana samochód, nawet jeżeli tak było jak pan mówi, znajdowała się tylko jedna osoba, więc tu po pierwsze nie działają przepisy Prawa Drogowego, a po drugie nie zaistniało narażenie na utratę zdrowia czy życia osób, stąd to, cośmy spisali, to nie raport tylko notatka.
- I co dalej– pytam.
- Jakby tu panu powiedzieć… hm… nie, my pana powiadomimy, ale w praktyce - tu rozejrzał się wokoło – w praktyce to taka notatka będzie u nas oceniana i raczej nie doczeka się dalszego biegu, to znaczy my nie będziemy sprawcy skarżyć, bo nie możemy.
- To co ja mam robić.
- Może pan skarżyć tą panią z powództwa cywilnoprawnego.
…
Pojechali.
Stoję teraz i patrzę na urzędowy dokument jaki dostałem od policji, a nazywa się on POUCZENIE POKRZYWDZONEGO O UPRAWNIENIACH I OBOWIĄZKACH W POSTEPOWANIU W SPRAWACH O WYKROCZENIA.
Dwa pierwsze punkty są znamienne i dużo mówią, więc przytoczę je tu.
1/ „Pokrzywdzonym jest ten, czyje dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone przez wykroczenie (art. 25 § 1 k.p.w).”
2/ „W razie śmierci pokrzywdzonego prawa, które by mu przysługiwały mogą wykonywać osoby najbliższe (art. 49 § 3 k.p.w).”
Czytam i zaczynam się zastanawiać nad następującymi sprawami:
1/ Jaka jest definicja dobra prawnego?
2/ Co to znaczy wykonywanie prawa?
3/ Czy nie lepiej aby rzeczywiście poszkodowane prawo wzięło i umarło?
…
Wczoraj wracam z pracy, siadam do obiadu, a rodzina mówi mnie, że napisała do mnie policja. Otwieram, patrzę i czytam co widzę, a co widzę, to skanuję i na blogu zapodaję (po usunięciu zbędnych danych).
CYTAT
Na podstawie art. 54 § 2 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia zawiadamiam, że przeprowadzone czynności wyjaśniające nie dostarczyły podstaw do skierowania wniosku o ukaranie do Sądu Rejonowego w sprawie zdarzenia drogowego zaistniałego w dniu …. ok. godz. … w … na ul. … (droga gruntowa dojazdowa do posesji)
przeciwko: ————, w której Pan jest pokrzywdzonym, z uwagi na: czyn nie zawiera znamion wykroczenia.
UZASADNIENIE:
W dniu …. funkcjonariusze WRD KMP w … zostali poinformowani o zdarzeniu drogowym zaistniałym w dniu …. ok. godz. … w … ul. … (droga gruntowa dojazdowa do posesji) podczas, którego kierująca samochodem osobowym marki … o nr rej. … podczas wykonywania manewru cofania najechała na zaparkowany samochód marki … doprowadzając do jego uszkodzenia a następnie odjechała z miejsca zdarzenia.
W trakcie prowadzonych czynności wyjaśniających ustalono osobę kierującą samochodem marki … nr rej. … podczas powyższego zdarzenia drogowego.
Ponadto ustalono, ze do powyższego zdarzenia drogowego doszło poza drogą publiczną na drodze gruntowej będącą odrębną własnością prywatną.
Powyższe zdarzenie drogowe rozpatrywane jest w oparciu art. 98 kw. Jednakże dla bytu zaistniałego wykroczenia konieczne jest spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa dla innych osób (co najmniej dwóch) przez prowadzącego pojazd. Podczas przedmiotowego zdarzenia zagrożenie takie nie nastąpiło.
W wyżej opisywanej sytuacji nie znajdują również zastosowania przepisy art. 124 §1 k.w, którego strona podmiotowa wymaga umyślności działania sprawcy.
Zdarzenie to ma charakter deliktu cywilno prawnego podlegającego rozpatrzeniu jedynie w oparciu o uregulowania dotyczące czynów niedozwolonych (art. 413, 436 Kodeksu Cywilnego) oraz zgodnie z dyspozycją art. 34 ust 1i2 Ustawy o Ubezpieczeniach Obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczeń Dz.U. 03.124.1152 z dnia 22.05.2003r. W tym stanie rzeczy postanowiono jak w sentencji.
POUCZENIE:
Jednocześnie informuję, że zgodnie z treścią art. 27 § 2 kpw. przysługuje Panu prawo do samodzielnego wniesienia wniosku o ukaranie jako oskarżycielowi posiłkowemu
KONIEC CYTATU
Obecnie poszkodowany, parafrazując pikanterię obecnej demokracji przejawiającej się, jak się jemu wydaje, w walce aparatu sprawiedliwości prowadzonej wespół ze sprawcą przeciwko poszkodowanemu, mocno się zastanawia co by to było gdyby on na przykład znajdował się na strychu czy w piwnicy, a w tym czasie jakiś zdegenerowany bandyta włamał się do mieszkania, zgwałcił i zabił żonę.
Czy zorientowawszy się w sytuacji małżonek, gdyby zastał jeszcze sprawcę powinien:
A/ Wezwać policję?
Daremne, bo incydent dokonał się poza drogą publiczną oraz ucierpiała tylko jedna osoba, więc to tylko drobne wykroczenie i policja nie będzie wnosiła o ukaranie sprawcy.
B/ Skutecznie zatrzymać bandytę na drodze jego okaleczenia, nie mówiąc już o ukatrupieniu gnoja w afekcie?
Niebezpieczne, ponieważ bandzior wniesie o okaleczenie go, a jeżeli on już jest martwy, poszkodowany mąż pójdzie na długie lata siedzieć za zabójstwo przechodnia, który przecież tylko wszedł do jego domu, bo zachciało mu się pić.
…
Kochani, żarty na bok, ale ze wszech miar unikajmy poszkodowań!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz