Mamy piękny czas: niedziela Trójcy Świętej, zamknięcie okresu wielkanocnego, lubilejusz obrad okragłego stołu, zbiórka na Świątynię Opatrzności Bożej, nakoniec wybory do erłoparlamentu.
Nieważne co mi kto zarzuci, niepodobna choć w paru zdaniach, nie skomentować takiego nagromadzenia faktów i chociażby że do puszki na budowę Świątyni Opatrzności Bożej wrzuciłem parę groszy, że ponieważ obietnicy należy dotrzymać, to żeby była pełna jasność.
Z zamknięciem okresu wielkanocnego powraca normalność i będzie mi na godzinę 06:45 brakowało porannych czytań z Dziejów apostolskich jak też fragmentów ewangelii wg Świętego Jana. Nie wiem co dalej z paleniem paschału – tej ostatniej prawdziwej świecy wykonanej jak Pan Bóg przykazał, z wosku, w którym zatopiony jest knot ze sznurka i który jeden zadaje kłam żałosnej reszcie niby-świec, temu szatańskiemu wynalazkU w postaci plastikowych tub, w które wpuszcza się słojorurki wypełnione cuchnącą naftą.
Podobno dawno temu, ten, który jako pierwszy zbudował taśmę montażową, a więc Henry Ford, udał się do Ojca Świętego. (Pamiętamy, że mowa o czasach przedsoborowych.) Dostał się ten zdolny przedsiębiorca na prywatną audiencję do papieża i pyta w jakiej wysokości musiałby złożyć datek, żeby jego nazwisko znalazło się w modlitwie.
To wykluczone, odpowie papież.
Ile, milion dolarów, dwa miliony?
To niemożliwe, to niemożliwe, powtarzał papież.
Ford wyszedł i pomyślał, ciekawe ile przekazał Fiat, że wymieniamy go w Ojcze nasz.
Wierzyć niewierzyć.
Jakkolwiek proszę mnie nie pytać dlaczego dziś, w tak uroczystym dniu i to akurat w dniu wyborów do erłoparlamentu śpiewają w kościołach, że „Pan umiłował prawo i sprawiedliwość”. Lud wierny nie słyszy czy ksiądz śpiewa przez małe pierwsze litery czy czasem nie przez duże on śpiewa, stąd do mózgu tego ludu zaczyna przebijać się pewnik, żeby tylko, aksjomat, ba, dogmat przecież, bo go ksiądz dobrodziej śpiewają, że oto Pan Bóg umiłował sobie Prawo i Sprawiedliwość.
Są pewne dziedziny, gdzie działa wiedza tajemna. Wiedza ta znana jest tylko w tak zwanych pewnych kręgach i one, te kręgi, nie walczą jak niegdyś kapłani starożytnego Egiptu, by ich wiedza nie przedostała się na zewnątrz. Nie. Oni są samym posiadaniem tej wiedzy dumni i to im wystarcza.
Baczny obserwator rejestruje różne przejawy wiedzy tajemnej jak chociażby:
1/ Popatrzmy, na mszy gdzie będąc, że wszyscy podczas modlitwy stoją równo i jednolicie. Wszyscy, ale nie wtajemniczeni, bowiem w niektórych momentach nagle jednocześnie zgina się brzuch farorza, zgina się toczek pingwina, zgina się pożyczka tercjarza i opada bujna fryzura ministranta. Na co ona się ta wymieniona zgina? Na to, że w trakcie modlitwy, mówionej czy śpiewanej, padło imię Jezus.
2/ Posłuchajmy jak radio gra, a w radiu na Trójce weźmy śpiewa powiedzmy Kazik i on głosem bziałym, całym gardłem chrypi: „dwanaściE groszy w zEmbach ci przynoszE...”. Kazik śpiewa tak jak my wszyscy mówimy, więc on nie sili się na przesadne artykułowanie głoski Ę, bo wie, że to śmieszne.
Jeżeli jednak przerzucić radio na program drugi, tam pani Teresa Żylis-Gara śpiewa subtelnie wyuczonym głosem emisyjnym: „tYIn zYIgar staryi od stu lat...”
Kto nie wierzy niech się wsłucha i przekona, że śpiewacy operowi wiedzą lepiej, ale nie to co farorze, pingwiny, tercjarze; oni wiedzą, że ani mówzić ani śpiewać głoski „E” nie przystoi ludziom, bowiem eee beczą przecież „koźlęta i skopy”.
3/ Spróbujmy dania, co w restauracjach figuruje zwykle w wykazie zakąsekprzekąsek, więc wątróbki pysznie uduszonej czy drobiowej czy wieprzowej, jak jest rozkosznie krucha. Dobry kucharz wie, że wątróbkę należy solić dopiero po usmażeniu/uduszeniu, inaczej stwardnieje, czego początkującym smakoszem będąc, nie wiedziałem.
Kochani, począwszy od mojej najukochańszej Małgosi, przekonujecie mnie o potrzebie konieczności pójścia do urn wyborczych, argumenty wytaczając, że to obowiązek, że niepójście to oddanie głosu na przeciwnika...
To jak ja mam pójść głosować, kiedy wszystkie partie polityczne to moi przeciwnicy?!
Patrzę dziś na okładkę Gościa niedzielnego, a z niej bije na mnie wielkie hasło „Praktykuję, więc głosuję”.
Nie, panie Gościu niedzielnU, tym razem nie głosuję ani na tusków ani na pisiorów ani na nikogo, niezależnie od tego kogo bałwochwali Gazeta Wybiórcza, kogo wpuszcza na antenę Wiadro Maryja czy kogo umiłował sobie Pan.
Nie chcę, jak to ostatnie razy bywało i nie będę głosować przeciwko.Chciałbym posiąść jakąś nową, uniwersalną tajemną wiedzę społeczno-polityczną, która pozwoliłaby mi zagłosować nie wbrew własnemu sumieniu, a tymcasem pójdę sobie rano przed mszą cichutko uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem, lecz nie będę się kiwał na mszy; dalej będzie mnie śmieszyło śpiewacze YI w miejsce E i pozostanę zagubiony niczym GENESIS: The Chamber Of Twenty Four Doors + Carpet Crawl, ale póki co wątróbki sobie nie posolę zanim się fest poddusi.
niedziela, 7 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
no i wolna wola, a ja (JA, mówię!) znowu musiałem chciałem wolałem wrzucić mojemu parafialnemu św.Antoniemu grubszą forsę, bo na ten skopany projekt nie dam. A tak mi się podobała pierwsza wersja Budzyńskiego i z chęcią bym dał!
Jo
Tatusiu, dlaczego czepiasz się liturgicznej poprawności? Przecież jesteś zwolennikiem tradycji, a to właśnie jest świetny przykład wielowiekowej tradycji...
Ajkos nowy teolog
Prześlij komentarz