sobota, 6 grudnia 2008

Polemika czyli własne zdanie na temat

Dzisiaj mamy w Polsce tak zwaną demokrację i dużo wolno.
Wolno mnie zatem wyrazić swoje zdanie na temat.
Temat jest i prosty i śliski zarazem, dotyczy bowiem oceny.
Ocena jest jak wiadomo, subiektywna, przypisana każdemu poszczególnemu człowieku.
Ocena taka często zmienia się i z czasem na nowo postrzegamy zjawiska które kiedyś odbieraliśmy zupełnie inaczej, co dowodzi poniekąd rozwoju naszej psychiki.
Są rzecz jasna przedmioty oceny nie podlegające dyskusji jak choćby wynik zadania w matematyce czy odczyty wszelkich pomiarów fizycznych.
Nikt nie będzie dyskutował ile wynosi całka po krzywej zamkniętej ani też jaka jest wysokość pierwszego w Polsce drapacza chmur – obecnie jaskini Pierwszego Urzędu Skarbowego w Katowicach.
Jeżeli jesteśmy chrześcijanami rzymsko-katolickimi, chcąc nie chcąc zgadzamy się z dogmatem, że papież jest nieomylny w sprawach wiary i moralności – nie dyskutujemy.
Jest wszakże cała sfera zjawisk niewymiernych, będących obszarem działania rynku czy w krańcowym nawet przypadku, knucia aparatu przemocy, co pokrótce rozwinę w naprzykładach.
O ironio, głównie oraz przede wszystkim chodzi tu o sprawę tak osobistą i względną jak ocena piękna.
1/ Oto bowiem kiedy z całej strony gazety bije w moje oczy kolorowe zdjęcie niekształtnej, na wpół obłej – na wpół kanciastej, pozbawionej wszelkiej harmonii nowej Szkody Fabii, wychwalanej tam jako pięknej, ja odpowiem, że dla mnie piękne są niezmiennie stare Jagulary serii XJ.
2/ Idę na markit w Ligocie, a tu ogromny plakat reklamuje krem przeciw zmarszczkom (czekajcie przyjdzie czas, że kobiety i nie tylko, zaczną chować uszy, bo nagle się okaże za sprawą dyktatorskich socjologów od marketingu mody, że uszy są niesexy, że są wstydliwe i w ogóle do tyłu – uszu mieć nie wolno tak jak obecnie nie wolno mieć zmarszczek, tuszy i siwych włosów czy glacy), a zachwala je uznana przez prasęradiotelewizję za skończoną piękność, ta, która dla mnie jest po prostu chirurgicznie najprawdopodobniej korygowany kawał baby co idealnie się nadaje by zasilić szeregi legionów rzymskich – tam już samym swym wyglądem wzbudzałaby popłoch w oddziałach przeciwnika.
Jeżeli więc Państwo szanowne jest ciekawe, dziwnie z kobiet niezmiennie najbardziej podoba mi się moja śliczna małżonka.
3/ Wzmiankowana małżonka moja ośmieliła się swego czasu przystąpić do egzaminu wstępnego na wydział filologii polskiej uniwersytetu. Za przemądrym stołem siedziały dwa dostojne ciule, zapewne z tytułami profesorskimi, tak proszę Państwa, to siedziały ciule. Ciule te, po sprawdzeniu wiedzy kandydatki w zakresie historii literatury, gramatyki, ortografii i czego tam jeszcze, przeszły do koronnego pytania:
- A jakie jest najpiękniejsze zdanie z literatury polskiej?
Zgodnie ze stanem faktycznym oraz sumieniem swoim własnym małżonka moja odpowie, że nie wie, bo trudno powiedzieć które zdanie jest najpiękniejsze.
- Ha, odpowiedziały dwugłosem drwiąco i wyniośle owe ciule – a Żeromski nic pani nie mówi, co?
I znów ubiegająca się o indeks poczęła tłumaczyć się, że zna wprawdzie Żeromskiego, ale nie da się ot tak powiedzieć, które zdanie...
- Pani kochana, rzekły ciule, to panią dyskwalifikuje... „Popioły”... „Opary poszły w nas”, to żeby pani wiedziała na przyszłość.
Zatem powiem wam, ciule, że nie ma najpiękniejszego zdania z literatury polskiej, ale zajrzyjcie w „Psałterz Dawidów” Kochanowskiego ile tam piękna, a ja osobiście upodobałem sobie niedoceniane, a znakomite dzieło Redlińskiego „Konopielka”, a w nim z kolei te momenty kiedy Kaziuk, ojciec, opowiada synkowi wspaniałe przypowieści zaczynając je choćby tak: „Szedł Pambóg przez wieś za dziada przebrany...”.
I proszę mnie nie narzucać swojego, nienajlepszego zdajesię gustu, panowie styliści, dyktatorzy mody czy pseudoznawcy literatury.
Bo, że, ponieważ dziś mamy demokrację, chyba.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

wolę proste opowieści z rzyci dla ludu - jeśli wolno mieć własne zdanie - więc się powstrzymam