Pytasz co to, pytasz kto to,
pytaj sobie, ty idioto.
Ile gontów na chałupie,
tyle bobków w koziej dópie.
Stary dąb już bez żołędzi,
a zajączek wiatry pędzi.
oj nie, to nie te Święta.
OK., zaczynamy od nowa
Aniołkowe z diabełkami
zapiewają kolędami.
Pierwsza gwiazdka zaświeciła,
a syfilis to jest kiła.
W dół spadają śniegu płatki,
więc ty cały rok bądź gładki.
Dużo karpia i słodyczy
tobie ...(tu wypełnić) życzy.
itd., itp.
Gdyby kto jeszcze nie wiedział co to jest, objaśniam odnośnym stanom osobowym, że jest to Wielka Poezja jaka od paru lat atakuje mój telefon komórkowy.
Nie wiem jak długo trwać będzie ten proceder posyłania kretyńskich sesemesów pozyskiwanych z jakichś stron eternitowych.
Kiedy dostałem pierwszy taki wierszyk, odpisałem koledze Krzysztofu, własnym, wesołym wierszem, na nieco lepszym poziomie.
Po roku odebrałem podobieństwo, tą razą od kolegi Karora i Karoru też odpisałem trochę wartościowszym kawałkiem. Kontrodpowiedzi nigdy się nie doczekałem
W tym roku powiadam DOŚĆ.
Wyłączam telefon wieczorem w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia i nie dam satysfakcji tym, którzy przez cały rok milczeli, aż tu nagle znaleźli w wykazie numerów, moje namiary.
Pierwej, o tej porze roku, radio zwykle grało „Dziadka do orzechów”, Czajkowskiego i „Concerto Grosso Nr 8”, Corellego. Przedwczoraj i wczoraj (po łacinie heutzutage) dwa dni spędziłem głównie w samochodzie i w przerwach kiedy nie grałem własnymi płytami, z ciekawością nasłuchiwałem radia co też ono będzie nadawało. Zbliżające się Boże Narodzenie zwiastował mi pięciokrotnie złapany George Michael i jego „Last Christmas”.
Kolejny przykład niewyjaśnionej przewrotności miał miejsce dziś.
Przez ostatnie cztery lata zwykle tuż przed Świętami nie wiedzieć dlaczego miałem tyle obowiązków służbowych, że mojej rodzinie wprost ciężko było ze mną gadać. Skutkiem tego to Grześ z Małgosią zgrabnie przeprowadzali akcję vánocny stromeček (łacińskie jakże miłe dla ucha, Weinachtsbaum). Odkąd wprowadziliśmy się do naszej obecnej siedziby, wypracowaliśmy własne zwyczaje, z których niektóre przerodziły się wręcz w tradycje rodzinne. Jedną z takich właśnie tradycji rodzinnych było manie na Święta, sosenki. Dziś, z racji na sobotę i jakże cenny brak pracy zwodowej w ten dzień, wraz z Grzesiem i Zosią ruszyliśmy po jej zakup, znaczy sosenki. Nadleśnictwo ogłosiło, iż latoś choinek sprzedawać nie będzie i już, a peteklientów odsyła się do leśniczówki w Panewniku przy ulicy Bałtyckiej. W rzeczonym punkcie byliśmy około godziny 11:00, ale wybór był żaden, stąd zawróciliśmy na Ochojec, pod sklep ogrodniczy Daglezja. W Daglezji stromeczków była moc. Niestety, zgromadzone tam okazy naszej ukochanej pinius silvestris wyglądały niczym ogryzki, a wycenione były na 99,-zł/szt powyżej 2m, więc o sosnę czarną nawet nie pytaliśmy (etykietek nie było, a mimo to nierząd kontroli skarbowej nie wkroczył).
Ponieważ naszą rodzinną tradycją jest oprócz niewymawiania w domu nazwisk czarnych wron reżimu polsko-jaruzelskiego także unikanie zakupów w megamarkitach, zrezygnowaliśmy z sosenki na rzecz świerka pospolitego w cenie 35,-zł/szt o długości powyżej 2,5m.
Zmieniają się czasy: kiedy my odkryliśmy piękno sosny, była ona widać w pogardzie u marketingowców, a teraz, co, bliżej natury czy inny powrót do korzeni?
Kiedy Grześ był ministrantem, ich przełożony, rodowity Niemiec, zachęcał młodych chłopców do nauki kolęd chociażby słowami „A techa-żaszpewamy szobie piękną piesznią: ŻiszaBetlejem”, a dalej, drugą zwrotkę prowadził od słów „Machyja Panna, Machyja Panna Żeszątko pastuje...”
Tego roku młodsi koledzy Grzesia, ministranci, odwiedzili z kolędą miejscowe przedszkole i klną się na coino, że słyszeli wyraźnie jak gromadka dzieciaków darła się w niebogłosy: „Bóg się rodzi, MONSTRUM CHLEJE”.
Kochani, nie chlejmy w te Święta.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Tak.The final battle with Ajora.
byłem wprost zachwycony wyborem jodły kaukaskiej w Obim Chorzo-Bytom. Metr pięć w kapeluszu za poniżej pięć dych.
Jo
Prześlij komentarz