W naszym domu, o należytych polskich tradycjach, do grzecznych dzieci przychodzi, pod osłoną nocy, Święty Mikołaj i podkłada im słodycze, a czyni to nie w nowy rok, tylko w swoje święto, to znaczy z piątego na szóstego grudnia.
Jedno z naszych dzieci, siedmio i pół letnia Zosia, nie może oduczyć się paskudnego zwyczaju zakradania się nad ranem do małżeńskiego łoża.
Nie inaczej było w sobotni poranek.
Zosia wylądowała w naszym łóżku mocno podekscytowana, z rewelacyjną wiadomością: „Mamusiu, wyobraź sobie, że uzyskałam podpis Świętego Mikołaja, ale nie miał widocznie czasu, bo nie napił się mleka”. Wybudzony tym hasłem zacząłem analizować fakty, podczas gdy dialog rozwijał się.
- Mamusiu, mam podpis na moim liście.
- To bardzo ładnie Zosiu, widzisz jak ładnie…
Nie wytrzymałem i mówię – Za to się siedzi – ponieważ rozumiem konsekwencje grożące za poświadczenie nieprawdy, fałszowanie dokumentów i inne śliskie sprawy.
Wstałem jednak powoli, żeby nie wzbudzać sensacji i w kuchni na stole znalazłem to, co przedstawiam.
2 komentarze:
czy to wszystko rzeczywiście może zdarzać sie w naszej rodzinie? Nieprawdopodobne. ajo
To tak córeczko, to tak.
Prześlij komentarz